Przy Grobie Pańskim – pielgrzymka dzień trzeci

Pamiątek obecności Pana jest tu bez liku, przez wieki także na każdym z nich zbudowano kościół lub kaplicę. Dzięki żarliwości pierwszych chrześcijan żywa pamięć miejsc najświętszych nie zaginęła i dziś poruszają nasze serca. To wiele dla każdego z nas znaczy – dziś każdy mógł przyklęknąć w miejscu, gdzie stał krzyż i pomodlić się przy kamieniu biczowania. Poza głębokim przeżyciem czysto religijnym każdemu przychodzi do głowy refleksja o trudnych przez wieki dziejach tych miejsc – często przechodziły z rąk do rąk, kolejni najeźdźcy je niszczyli, potem staraniem chrześcijan były odbudowywane. Dziś, jak bazylika Grobu Pańskiego, podzielone między różne wyznania.  Co było proste u Boga – człowiek skomplikował po swojemu. Odkładamy to co zewnętrzne na bok. Każdy z nas w ciszy koncentruje się na tajemnicy odkupienia. Wokół Kalwarii był żydowski cmentarz i dlatego był tam tez gotowy dla Józefa grób – wszystko w głowie się układa. W tradycji żydowskiej złożona osobno chusta znaczyła „Wrócę!”. W grobie Chrystusa właśnie taką poskładaną znalazł św. Jan. Mimo że znamy ten tekst prawie na pamięć – ciągle coś nowego uderza z wielką siłą. Cała droga krzyżowa, która odprawiamy, idąc Jego śladami – do poprzednich rozważań tych z domu – zupełnie niepodobna. Może dlatego, ze opowiedzieć w żaden sposób się tego nie da. W kościele zawsze jest cicho i nabożnie – On szedł w gwarze miasta…

Na chwilę opuszczamy Jerozolimę, mamy więc trochę czasu, by pooddychać jej atmosferą. Jest trochę samodzielnego luzu, ale jest i nocna wycieczka po mieście, pełna niezapomnianych wrażeń i zachwytów nad pięknem tego niezwykłego miasta, nad którym sam Jezus zapłakał. Zachęcamy do obejrzenia zwłaszcza tych zdjęć, które zamieszczamy na końcu. Jutro Tabor i znów brak słów.

 

Jerozolima nocą…